Czy ulec magnetyzmowi Paryża?

Zbliżają się wakacje oraz czas długich weekendów. Jest tyle świetnych miejsc, do których warto pojechać! Czy legendarna stolica Francji jest jednym z nich? Zapraszam do lektury!


Mit i sposobności

W dzisiejszych czasach, gdy podróżowanie samolotem spowszedniało, wiele linii lotniczych kusi nas tanimi lotami do Paryża. Żal nie skorzystać, nawet jeśli lotniskiem, na którym wylądujemy jest Beauvais, z którego jeszcze nas czeka długa i kosztowna podróż do Paryża de facto (zdecydowanie bardziej opłaca się kupić bilet trochę droższy ale wylądować np. na lotnisku im. Charles'a de Gaulle'a). Szczególnie, że Paryż to jest legenda! Atrakcje tamtejsze są niezliczone: wieża Eiffle'a, Luwr, Musee d'Orsay, Ogrody Luksemburskie, Dzielnica Łacińska, Panteon, Katakumby, liczne zabytkowe kościoły i katedra Notre Dame, Centrum Pompidou, Montmartre z Sacre Coeur i wiele innych! 
I oczywiście najważniejsze: atmosfera. Paryż to miasto miłości, wina, sztuki i wolności! Miasto prastare, które przez setki lat rozbudowywało się na powierzchni i pod ziemią. Miejsce akcji kultowych "Nędzników" Victora Hugo czy powieści Emila Zoli. Miasto, w którym Maria Skłodowska - Curie kształciła się i jadła czereśnie w malutkim, biednym pokoiku. Paryż, brzmi jak idealny cel podróży, jak miejsce, które trzeba w życiu zobaczyć chociaż raz.



Czego oczekujemy

Kupujemy bilet, rezerwujemy Airbnb, pakujemy się i dzień przed wylotem sobie wyobrażamy. Co konkretnie? Ciepły wieczór, a my pijemy schłodzone wino nad Sekwaną, w tle skrzy się rozświetlona wieża Eiffle'a. Efemerycznie snujemy się w Musee d'Orsay, podziwiając obrazy, które do tej pory oglądaliśmy tylko w podręcznikach do historii sztuki, prasie lub Internecie. Skupieni spacerujemy po Luwrze zachwycając się kultowymi dziełami sztuki, dziś dostępnymi nam na wyciągnięcie ręki, patrzymy Mona Lisie prosto w oczy, aby w jednej chwili zgłębić tajemnicę jej uśmiechu. Spacerujemy wieczorem po romantycznie oświetlonym Mortmartre, przed nami na horyzoncie góruje jasna bazylika Sacre Coeur, a wokół nas uliczni grajkowie przygrywają na akordeonie, artyści malują pejzaże, kawiarenki zapraszają do środka ciepłym światłem, a kelnerzy z frywolnym wąsikiem śmieją się do nas serdecznie. Wjeżdżamy na szczyt wieży Eiffle'a i  spoglądamy na żywe miasto ze wszystkimi mostami i zabytkami, a widok zapiera nam dech w piersiach. Może towarzyszy temu jakieś wyznanie miłosne? Wypoczywamy na trawie ogrodów Luksemburskich popijając wino i zagryzając bagietkę najlepszym brie jaki kiedykolwiek jedliśmy. Wstępujemy do przyjemnej pattiserie i popijamy croissanta lub cytrynową tartę kawą, oglądamy przez szybę kolorowy i poetycki w swej codzienności ruch uliczny. Jest tak idealnie! Po powrocie przeglądamy zdjęcia i zagraniczne oferty pracy, żeby może spróbować zamieszkać w Paryżu i już zawsze żyć jak w XIX - wiecznej powieści!


Co dostajemy

Z pewnością możemy się najeść naprawdę wyśmienitych bagietek! Co do reszty, to niestety wszyscy na świecie wyobrażają sobie dokładnie to samo i rozmarzeni, jak my obierają kierunek na Paryż. Amerykanie traktują go jak europejską Mekkę kulturalną. Cała Azja też tam zjeżdża, a pół Afryki emigruje. W konsekwencji zamiast inspirujących wizyt w muzeach, idziemy gęsiego w tłumie, nie mogąc się w nigdzie zatrzymać na dłużej. Co więcej, zanim wejdziemy do muzeum, musimy najpierw stanąć w ogonku długiej na kilka godzin w kolejki. W konsekwencji, możemy odwiedzić jedno muzeum dziennie, bo cały proces zajmuje nam bardzo dużo czasu. Nie jest to jednak wielka strata, bo dzięki temu codziennie zachowujemy świeżość percepcji i możemy każdą wizytę odbyć nieśpiesznie, nie myśląc o goniącym nas planie dnia. Naprawdę myślę, że warto wykorzystać ten fakt optymalnie i nie planować więcej niż jednej wizyty dziennie - czas który nam zostanie możemy wykorzystać na leniwą kolację czy romantyczny spacer brzegiem Sekwany.
Dla wszystkich fanów wspomnianej wcześniej Mona Lisy, mam niestety złą wiadomość.  Nie jest wystawiona w zwyczajny sposób, tylko znajduje się za grubym, kuloodpornym szkłem i jest odgrodzona od turystów na odległość ok. 3 metrów. Jest to zrozumiałe, bo w jej historii zapisał się nie jeden, który próbował ją zniszczyć. My, żeby ją zobaczyć, musimy się najpierw przecisnąć przez tłum jak na koncercie rockowym. I mamy tylko chwilę, bo za nami przeciskają się kolejni, którzy też zasługują na swoje kilka sekund obcowania z Dziełem. Możemy do tego podejść w dwójnasób: wściec się, albo nadyszeć adrenaliną i zawalczyć o swoje sekundy! Osobiście polecam drugą opcję - wyzwoli w nas na chwilę małego zwycięzcę, poza tym, że zobaczymy na własne oczy najsłynniejszy obraz świata.



Sacrum?


Najsłynniejsze obiekty sakralne Paryża, czyli bazylika Sacre Coeur i katedra Notre Dame, są prawdziwie oblegane przez turystów. Ma to z pewnością wpływ na panującą w nich atmosferę, która z podniosłej stała się bardziej targowa. Jednak wydaje mi się, że w kwestii Notre Dame, to ona wciąż się broni sama. Chociaż kolejka do wejścia ciągnie się aż za róg ulicy, to jej wielkie, przestronne wnętrze jest w stanie pomieścić tysiące ludzi. Chociaż ciężko, to panujący w niej przepych i przestrzeń wciąż potrafią zapewnić nam chwilę skupienia i zadumy, nawet będąc otoczonymi przez pęczniejący tłum. Paradoksalnie, ja znalazłam w niej spokój i ukojenie, po gwarnych i ruchliwych ulicach Paryża.    


Mniejsza Sacre Coeur na wzgórzu Montmartre, które wiele lat temu nawet nie było jeszcze w granicach Paryża, dzisiaj przeżywa podobne, chociaż wciąż nieco mniejsze, oblężenie. Na całe szczęście, wielu turystów uznaje, że wystarczy im panorama miasta, widoczna u stóp bazyliki i do jej wnętrza już wchodzić nie muszą. Szczególnie, że i tu kolejka jest bezlitosna. Mimo wszystko warto zajrzeć do środka, jeśli już tam nas nogi poniosą, bo wbrew pozorom ogonek porusza się szybko - kościół jest w środku niewielki, w porównaniu z Notre Dame. Potem przecież czeka nas wielogodzinna, leniwa przechadzka dzielnicą artystów, więc dla równowagi można poświęcić chwilę na zadumę i kontemplację architektury sakralnej.


Ciemne strony

Paryż jest w zasadzie zadeptywany przez turystów ze wszystkich stron świata, którzy generują wspomniany, niewyobrażalny tłum i wytwarzają sterty śmieci. To miasto jest zdecydowanie brudne. Na ulicach zalegają odpadki, gdzieniegdzie biegają szczury. Dzieje się tak, ponieważ służby nie nadążają sprzątać bałaganu produkowanego jednocześnie przez Paryżan i turystów. Jak w każdym wielkim mieście, wieczorami na ulicach szykują sobie nocne katery bezdomni, których w Paryżu jest bardzo wielu.
Poza kwestiami estetyki, uciążliwy jest również biznes pamiątkowy. Ciężko jest przejść niezauważonym obok większych atrakcji miasta. Sprzedawcy wątpliwej jakości suwenirów dopadają nas z sępią gracją i wpychają nam do rąk swój towar, szturchają i nagabują w każdym możliwym języku.
Ciężko również dostać dobrą kawę, a francuska kuchnia jest bardzo tłusta. Ponadto Francuzi, sami będąc poirytowani chaosem i tłumem, niejednokrotnie bywają opryskliwi, czy to w restauracji czy w metrze. 
Cóż, nie oszukujmy się, po pierwsze mają prawo być zdenerwowani, bo chmara obcych ludzi codziennie szturmuje ich miasto, a po drugie mogą sobie na to pozwolić bez żadnych konsekwencji, bo następny dzień z pewnością przyniesie kolejnych turystów, którzy zostawią w Paryżu swoje cenne euro, niezależnie od kultury osobistej jego mieszkańców.  


Disneyland

Pod Paryżem, dokładnie w Marne -la-Vallee (30 km od stolicy), znajduje się słynny park rozrywki Disneyland! Atrakcja skierowana głównie do najmłodszych, ale jeśli pozwolimy obudzić się naszemu wewnętrznemu dziecku, to z pewnością ono również będzie usatysfakcjonowane. Za 63 euro dostajemy bilet wstępu do świata bajek. Warto przyjechać jak najwcześniej rano, bo zmora kolejek nie ominęła i tego miejsca, jednak osoby odpowiedzialne, spróbowały temu zaradzić. Pamiętajmy, że każdy ma możliwość zarezerwowania wejściówki "fastpass", którą wykorzystujemy o określonej (wydrukowanej) godzinie i dzięki niej mamy dostęp do szybszej kolejki. Można wziąć "fastpass" całkowicie za darmo, ale raz na kilka godzin, co i tak odczuwalnie skraca nam czas oczekiwania.
Ogromną powierzchnię parku zajmują sklepy i restauracje, dlatego dobrze przed wizytą wytłumaczyć dzieciom, że mają określoną ilość zabawek, które mogą stamtąd wynieść, w innym razie czeka nas histeria lub bankructwo.
Chociaż realizacja może budzić wątpliwości, idea jest fantastyczna. Co z tego, ze wyraźnie widzimy, że Disneyland to maszynka do wyciskania z nas pieniędzy, skoro możemy spotkać CP3O, zrobić sobie zdjęcie z Myszką Miki czy pospacerować po zamku Śpiącej Królewny? Uważam, że raz na jakiś czas każdy powinien zachować się trochę nieodpowiedzialnie i zrobić rzecz, której nie potrzebuje. To jest potrzebne dla higieny zdrowia psychicznego.  


Odpowiedź na tytułowe pytanie 

Paryż jest i prawdopodobnie jeszcze długo będzie światowym centrum sztuki. Przede wszystkim dla tej sztuki właśnie warto go odwiedzić. Nigdzie indziej nie będziemy mieć dostępu do tylu wybitnych obrazów i rzeźb. Takie zbiory jak w Luwrze czy w Muzeum d'Orsay nie znajdują się w żadnym innym miejscu, a tu mamy je na wyciągnięcie ręki i dzięki nim możemy obcować z ludzką myślą, która rodziła się wciąż na nowo i ewoluowała przez setki lat.
Paryż jest również gęstą, żywą historią. To miasto pamięta świat, który już od dawna nie istnieje.
Warto poobcować z tymi murami, przejść się ulicami, na których odbywały się światowe rewolucje.
I chociaż nie dostaniemy wielu z tych rzeczy, które spodziewamy się dostać w Paryżu, to z niego nie rezygnujmy. Mamy takie czasy, że większość miejsc na świecie jest dostępna mieszkańcom wszystkich kontynentów. Możemy odwiedzić Tokyo, bo Japończyk może przyjechać do Paryża. Doceńmy to i doświadczajmy cennych rzeczy, które to miasto może nam dać, nie bocząc się na nie za całą feerię rozczarowań, którymi również nas uraczy.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Rzuć, bracie, blagę, i choć na Pragę, weź grubą lagę, melonik tyż!"